A co będzie, kiedy... ?

Podczas moich wstępnych rozmów z przedstawicielami różnych środowisk w mieście z wielką uwagą, czasem z niedowierzaniem słuchałem poirytowanych, zawiedzionych ludzi, którzy opowiadali ile to im naobiecywano w poprzedniej kampanii. Najczęściej chodziło o nieduże, ale niezbędne środki, które mogłyby zaspokoić podstawowe potrzeby reprezentowanych przez nich organizacji. Jakież było moje zdziwienie kiedy najpierw przed pierwszą, a później przed II turą wyborów, znalazłem w miejscowej gazecie nazwy tych organizacji wśród wspierających obecnego prezydenta. Zapomnieli czy znowu im naobiecywano? 

Z kolei szereg właścicieli lokali użytkowych, firm małych i dużych deklarowało zgodę na powieszenie plakatu wyborczego czy też banera. Przyszła kampania i …zmienili zdanie. A to, że nie będą wspierać nikogo, a to, że wspólnota się nie zgadza, zarząd zmienił zdanie lub właściciel marki. W porządku, tylko czemu wcześniej nie było problemu? Pół biedy jeśli w swoim postanowieniu wytrwali. Gorzej jeśli potem wieszali materiały „jedynie słuszne”.

Przytoczone zachowania nie były przypadkowe. Zapanowała dziwna psychoza. Bo co będzie kiedy Bartyla wygra? Co będzie jeśli go nie poprzemy? Co będzie jeśli zauważy, że wisi u nas plakat czy baner konkurenta?

 

A co będzie, moi drodzy, kiedy przegra? 

Previous Post

Odniesienie do rzeczywistości

No cóż, trzeba się odnieść do rzeczywistości. Jaka...
Czytaj dalej
Next Post

Wyborcy wydali  werdykt

No i wreszcie ten żałosny spektakl się zakończył. ...
Czytaj dalej